AK i Ameryka

Oto krótka historia mojej Babci ze strony taty oraz jej brata, którego znałam jako “wujka z Boru”. W czasie II wojny światowej wujek wstąpił do AK i działał aktywnie w komórce lokalnej (okręg Tarnów). Uczestniczył w wielu akcjach, którymi wraz z towarzyszami narażał się władzom. Kulminacja nastąpiła tuż po wojnie, gdy wziął udział w skutecznej dywersji na komisariat MO w Dąbrowie Tarnowskiej, a tym samym zaciągnął na siebie wyrok śmierci. Zarówno dla niego, jak dla całej rodziny oznaczało to skrajną ostrożność. Jego siostra (moja Babcia) przez 8 lat koordynowała akcją konspiracyjną. Stworzyła sieć wspólników oraz tajnych sygnałów, umożliwiając wujkowi przeżycie tych lat względnie blisko domu; nie umrzeć z głodu, nie zamarznąć zimą, a co najważniejsze – nie zostać złapanym przez ścigające go organa, mimo że codziennością były najścia na dom, obserwacje, zastraszanie mieszkańców oraz sąsiadów, próby przekupstwa. BabciaMoja Babcia była pracowitą kobietą o dobrym sercu i bardzo inteligentną, co zaowocowało w momencie ogłoszenia przez władze rzekomej amnestii – w pierwszym odruchu wyruszyła do kryjówki by przekazać tę informację bratu, lecz po drodze zmieniła kurs. I miała rację, gdyż była to prowokacja; wujek ukrywał się nadal aż do faktycznej amnestii, po której wyemigrował do USA. Warto dodać, że w rodzinie mojego taty tradycje amerykańskie sięgają pokolenia pradziadków, więc wujek rozpoczął nowe życie wśród krewnych. Żałuję, że nie znam więcej szczegółów związanych z tym okresem życia Babci, uważam ją jednak za bohaterkę na miarę Krystyny Skarbek czy Elżbiety Zawackiej, przy czym jej działania nie zakończyłyby się sukcesem bez milczącej solidarności rodzinno-sąsiedzkiej.