CAT’S BACK

Cat’s Back to wzgórze w Dingwall, tuż za farmą na której mieszkałam jakiś czas temu, ale po dziś dzień cały pobyt w dzikich rejonach Szkocji pozostaje dla mnie najwspanialszym doświadczeniem prawdziwej wolności. Pewnego słonecznego poranka wybrałam się na spacer wyposażona w aparat fotograficzny i butelkę wina. Po krótkim marszu dotarłam do skarpy, której jedną ze ścian stanowiło niewielkie wgłębienie – w takim zakątku postanowiłam odpocząć. Towarzyszyły mi ptasie trele, echa baranków z okolicznych pól, szum wiatru. Położyłam się, ugasiłam pragnienie i zaczęłam dumać. Obudziła mnie martwa cisza wraz z odczuciem cienia; przez mgłę dostrzegałam ów cień nad sobą z przekonaniem że się chmurzy, lecz gdy otworzyłam szerzej oczy, zauważyłam dwa kołyszące się nade mną red kite’y (swoją nazwę zawdzięczają charakterystycznej końcówce ogona; w polskiej klasyfikacji występują jako kania ruda lub rdzawa). Są to duże ptaki, których gabaryty nieznacznie ustępują orłom. Owe zastygłe na wietrze drapieżniki najwyraźniej szykowały się do ataku na coś, co postrzegały jako swoją ofiarę. Poderwałam się i zaczęłam uciekać w stronę najbliższych krzewów. W lichym gąszczu spędziłam parę dobrych chwil, dopóki dźwięki natury nie powróciły na swoje miejsce co oznaczało, że para już się najadła, a łowy zostały ukończone. Wróciłam na skarpę, zabrałam plecak, aparat i dość lekką flaszkę. Gdy wieczorem opowiadałam gospodarzom swoją przygodę kręcili głowami bo okazało się, że wielu bogu ducha winnych turystów miało wskutek podobnych spotkań pamiątki w postaci otwartych ran na głowie – tym bardziej, że był to okres wylęgu młodych… Morał z tego taki, że choć jak zwykle nie byłam bez winy, to jak zwykle zdążyłam na czas zwiać.