Portret prababki

Z początkiem lat 20-tych ubiegłego stulecia, brat mojej babci ze strony mamy opuścił Górny Śląsk i wyjechał wgłąb Niemiec. W okresie II wojny światowej okazał się już być szeregowcem Wermachtu, który po krótkim pobycie w Gliwicach został wysłany do Jugosławii, gdzie wszelki ślad po nim zaginął (powiadają, że został rozstrzelany przez jugosłowiańską partyzantkę). Zdążył tam poznać malarza o nazwisku Franta Malý, który w 1942 r. namalował portret jego matki, a mojej prababci.

Artysta ów, dysponując malutką fotografią stworzył obraz, który po dekadach peregrynacji osiadł na jednej ze ścian tuż nad pianinem. Prababcia była Ślązaczką mówiącą, czytającą oraz modlącą się po niemiecku. To rozróżnienie jest w mojej rodzinie dość istotne, bo pradziadek czytał i mówił po niemiecku, za to preferował przyśpiewki śląskie. Babcia z biegiem czasu opanowała gwarę, ale czytała wyłącznie po niemiecku. Żyjąca po dziś dzień stuletnia siostra babci i wspomnianego wyżej dziadka stryjecznego mówi gwarą, czytała po polsku oraz niemiecku, ale modlitwy odmawiała głównie z książeczki utkanej gotykiem. Był jeszcze dziadek “Wawrzyn”, który śpiewał po ciemnym piwie we wszystkich językach i równocześnie. Zarówno prababka, jak i moja babcia należały do surowych z oblicza twardych kobiet, które doświadczenia wojenne zachowywały dla siebie; nie znam więc żadnych szczegółów związanych z wywózką wspomnianego dziadka na Syberię zimą 1943 roku. Mimo, że spędził on za Uralem półtora roku, tydzień po powrocie rozpoczął regularną pracę na kopalni. W międzyczasie, władze – celem usunięcia akcentów obco brzmiących – przemianowały jego córkę z Ingrid na imię zgoła hebrajskie, zaś jej kuzynkę Adelheid na grecką Helenę. Rdzennie germańskich imion dalszych wujków oraz cioć nie zmieniono – mniemam, że po dotychczasowej inwencji, mędrcom brakło dalszych pomysłów. Równie zawiła historia łączy się z drugim bratem babci który jako młody, raniony na froncie żołnierz polski, zbiegł ze szpitala z poznaną tam pielęgniarką i udał się do Australii. Szlak jego rejterady wytyczają miejsca urodzeń kolejnych synów, na podstawie czego wiadomo, że wiódł on na pewno przez Francję oraz Danię. Wujek po raz pierwszy skontaktował się z rodziną po 1989 roku, odkąd utrzymywał już trwałą więź aż do śmierci. W podsumowaniu umieszczam fragment wiersza Paula Celana w języku moich przodków, który – mimo bezsprzecznej mocy oraz uroku – nie jest moim językiem:

Wir

wissen ja nicht, weisst du

wir

wissen ja nicht

was

gilt.