MRS PEEK

Mrs Irene Peek poznałam w 2009 roku w jej mieszkaniu w Devon; miała 98 lat, a ja pracowałam jako opiekunka osób starszych. O tym, kto będzie jedną z moich podopiecznych, dowiedziałam się jeszcze przed oficjalnym przyjęciem do firmy – uchodziła za osobę o charakterze silnym, toteż kolejna pracowniczka właśnie rezygnowała z dalszych  wizyt. Spotkanie z Mrs Peek wspominam dobrze – każdy mój krok był pilnie przez Nią obserwowany, a i uporu nie mogłam Jej odmówić. Do pierwszej konfrontacji doszło podczas ścielenia łóżka gdy okazało się, że czynność ta składa się z jasno ustalonej sekwencji manewrów. Z biegiem czasu nasza znajomość nabrała rozpędu; Mrs Peek opowiadała o swojej przedwojennej karierze śpiewaczki i wojennej przeszłości. W salonie stał fortepian, na którym sobie akompaniowała, ale tylko raz mogłam posłuchać pieśni w Jej wykonaniu. Przed wojną występowała na scenie, potem dopadła ją wieloletnia depresja, a po powrocie do zdrowia śpiewała głównie w kościołach. Gdy spytałam, jak pokonała depresję powiedziała, że z żelazną konsekwencją podejmowała swoje codzienne obowiązki. Podejrzewam, że ta samodyscyplina sprawiła, iż jeszcze w wieku 99 lat chodziła o własnych siłach i była względnie samodzielna. Podczas II wojny światowej rysowała i kopiowała mapy dla wojsk alianckich. Nauczyła się wtedy precyzji, jaką mogłam obserwować podczas adresowania listów, które wysyłała do dalszej rodziny oraz przyjaciół, a także gdy otrzymywałam listy od Niej po powrocie do Polski; używała piór z różnymi stalówkami tworząc kaligrafię, jaką można podziwiać na starodrukach. Do jednego z listów dołączyła zdjęcie ze swoich Mrs Psetnych urodzin, które oprawiłam i postawiłam na półce, ale w pewnym momencie nasza korespondencja ustała. Wywnioskowałam błędnie, że Mrs Peek zmarła i dopiero niedawno dowiedziałam się, że w jednym z domów opieki w Exeter dożyła w spokoju 105 lat.