Old Pier Bookshop

 

Old Pier Bookshop (1)Dawno temu mieszkałam i pracowałam w Morecambe Bay na północy Anglii, a w wolnych chwilach zaglądałam do nadmorskiego antykwariatu o nazwie Old Pier Bookshop. Jego twórcą i właścicielem jest Aronne Vettese – najbardziej oczytany człowiek jakiego znam i chyba jedyny orientujący się w zawartości swojego labiryntu. Właściwie tam zaczęła się moja przygoda ze starymi książkami, tj. takimi, które odpowiednio śmierdzą oraz szumią w trakcie wertowania. Od czasów Morecambe gromadzę więc książki starsze ode mnie i bardzo mi się to podoba.

Pierwszą upolowaną zdobyczą był zbiór wierszy Georga Herberta

a drugą pisma Epikteta

Kolejne nabytki to między innymi:

James

Thoreau 1

…i wiele innych, w tym Wielkich Nieobecnych tj. książek, których z jakiegoś powodu nie kupiłam, a które są we mnie do dziś – wszystkie w zjawiskowej szacie z wzorzystymi tłoczeniami na skórzanych oprawkach, złotą obwódką okalającą każdą poszczególną stronę, wyposażone w aksamitne lub atłasowe krwiste tasiemki oraz to, co fascynuje mnie najbardziej, czyli sygnatury poprzednich właścicieli danego egzemplarza.

Kontakt z książką około 100-letnią rodzi świadomość względności pryncypiów i ustaleń, związanych z aktualnie obowiązującymi regułami poprawnej polszczyzny. Mam na myśli naturalne niegdyś wyrazy czy zwroty typu: “blizko”, “dwuch”, “pozatem”, “nietylko” za jakie współczesny uczeń dostałby lufę (a może lófę? morze…). Tymczasem ich autorami byli wszechstronnie wykształceni erudyci pokroju Adolfa Nowaczyńskiego, Stanisława F. Michalskiego czy Stefana Ossowieckiego, których wiedza zdobyta na poziomie gimnazjum przekraczała tę, jaką ja zdołam uzyskać kiedykolwiek.

Stare książki są stare jak świat, ale w przeciwieństwie do mamutów mają się niezgorzej. Co więcej, ich obecność w XXI wieku świadczy całkowicie na korzyść tego wieku.

Emerson 2